Między miedzą, a dzielnicą

Na wsi

Moje konie, moja historia

Tym razem przedstawię swoje konie.

P1000850.JPG

Moja historia końska zaczyna się tak dawno, że sama nie pamietam dlaczego i kiedy. Będąc naprawde małym jeszcze dzieckiem marzyłam o tym by mieć swojego rumaka. Cały czas o koniach gadałam, cały czas rysowałam i ogólnie faktem znanym to było. Kiedy na urodziny dostałam od babci zabawkę plastikowego konia, byłam zła, że to zabawka, a nie prawdziwy zwierz :D Chociaż oczywiście później bawiłam się nim na okrągło. Będąc w wieku ok. 8-11 lat można powiedzieć, że ujeździłam sobie 2 krowy rodziców. Całymi dniami przesiadywałam z nimi na polu. Były tak przyzwyczajone, że jadły spokojnie trawę, a ja cieszyłam się siedząc na ich grzbiecie. W wakacje przyjeżdżała do mnie kuzynka i we dwie jeździłyśmy na krowach poł dnia. Miłe wspomnienia, a ludzie jaki mieli ubaw. No ale w końcu miało być o koniach.11054832_864176830291391_7060901488545029648_n.jpg

Kiedy zbliżała się moja I komunia wszyscy zainteresowani pytali się co chciałabym dostać. Rower, zegarek..? A ja zawsze twardo, że jeśli już to pieniądze żebym mogła konia kupić. Pewnie śmieli się z tego pomysłu, no ale przynajmniej z głowy mieli wybieranie prezentów. I o dziwno wszyscy moje życzenie spełnili. Z drobną pomocą rodziców udało mi się kupić wymarzonego konia! Jaka ja byłam szcześliwa. To było najwieksze marzenie mojego życia i jak widać, mogło się spełnić.

No ale życie to życie i nie jest zawsze tak pięknie jak to sobie dziecko w głowie wyobraża. Koń ten, a właściwie klacz nazywała się Hrabina. Miała ona jakieś 1,5 roku czyli źrebak jeszcze. My laicy i tak o to pani Hranbina poustawiała sobie nas jak trzeba. Czytałam masę książek o koniach, ale potrzebowałam jeszcze kogoś kto powiedziałby co i jak. Kiedy nadszedł czas, że można było ją ujeździć Hrabina pojechała do specjalistów. A ja razem z nią zaczełam się wdrążać w sztukę jeździecką. Trochę nie po kolei, no ale kto błędów nie popełnia?

Okazało się, że Hrabina jest koniem nieodpowiednim dla takiego amatora jak ja no i przyszedł dzień trudnego wyboru. Zaproponowano nam zamianę na inną, spokojną, podobną i w tym samym wieku klacz. Pamiętam, że byłam zła, nie chciałam oddawać mojego wymarzonego konika i nawet nie pojechałam jej oglądać. Za to rodzice zadecydowali. Zamiana.

Z perspektywy czasu cieszę się, choć myślę czasem co się z moją Hrabinką stało... Teraz zamiast Hrabiny miałam królową. Tak, królową, bo moja nowa klacz nazywała się teraz Bona. Bona jako źrebak miała jakiś wypadek, nie wiem dokładnie co ale utyka na tylnią nogę. To jedyna jej wada, dzięki której mogłam ją mieć bez dopłacania. Stadnina potrzebowała konia na zawody, a ona niestety z tą nogą nie dałaby rady. Za to galopować ze mną po lasach i polach może  :) 

P1000257.JPG

Zdjęcie0510.jpg

IMG_7503.JPG

IMG_7506.JPG

Później Bona dała nam źrebaczka o imieniu Boj. Boj już jest "starym koniem" i małym grubaskiem. Pewnie dlatego, że był pierszym jej źrebaczkiem :D Jest do dnia dzisiejszego z nami.

P1010780.JPG

Następnie urodziła przepięknego źrebaczka Bajera. Który został sprzedany i robi karierę sportowca. Zdjęcie niżej pożyczone ;)

1972550_591908054234094_278982106_n.jpg

 I ostatnim źrebakiem, a zarazem 3 chłopcem urodzonym przez Bonę jest Bonzo. Już 5 letni wałaszek. Także dalej z nami.

P1010800.JPG

W międzyczasie była u nas też klacz mojego wujka Rapsodia. Urodziła ona u nas jednego, przepięknego źrebaczka Rodosa. Chciałam go zostawić u siebie, niestety nie wyszło... W tamtym roku zostały razem sprzedane do pewniej pani z przydomową stajnią jak moja. P1000964.JPG

Źrebak pięknie zmienił sierść :)

P1010794.JPG

Kończąc jest teraz z nami Bona i jej 2 synów Boj i Bonzo. Długa dziś notka, ale bardzo ważna. O marzeniach, pasji i  historii trwającej praktycznie od początku mojego życia. A to jeszcze nie koniec... ;)

A teraz taki bonus. 

P1010813.JPG\

S8003214.JPG

P1000770.JPG

 P1000755.JPG