Między miedzą, a dzielnicą

W mieście

Czego nie lubię w mieście

Jest oczywiście parę rzeczy, które lubię, ale nie o nich ten wpis. Nie dopisuje mi dziś humor i dlatego takie negatywne myśli mnie naszły.

1. Już samo to, że muszę mieszkać w bloku, kiedy od dzieciństwa mieszkałam w 2 piętrowym domu sprawia, że czuję się jak w klatce. W takie dni jak dziś po prostu się duszę i dostaję świra. P1020295.JPG

2. Mieszkając w bloku ma się róźnych baardzo bliskich sąsiadów. Na wsi mój najbliższy sąsiad mieszka kilometr dalej. Mając tych sąsiadów trzeba uważać na ciszę nocną, na to co się mówi i robi, bo przecież ściany mają uszy. A ja lubię, jak to młodzi puścić czasem głośno muzykę. W domu najwyżej babcia pokrzyczy, że sufit się sypie, ale policji nikt nie wezwie (oczywiście tu też nikt na mnie nie wezwał, ale zawsze może ;)) Sąsiedzi lubią też monitorować i opowiadać wszystko właścicielce mieszkania.

3. Co chwila dzwonki do drzwi/domofonu... Jak nie listonosz, to ulotki i inni dziwni domokrążcy. Już nawet się nie podnoszę z łóżka na takie dźwięki, bo jeśli to ktoś na prawdę do mnie to uprzedza wcześniej. 

4. WODA... to że na wsi mam swoją studnię i wodę doceniłam dopiero w Olsztynie. Kranówy raczej tu pić nie będę, więc co tydzień czeka mnie to samo- targanie zgrzewki wody plus innych zakupów na  (tylko) drugie pietro. Z wodą związane jest też mycie. No ale wiadomo, że trzeba za nią płacić to i oszczędzać trzeba. I mimo, że w mieszkaniu mamy wannę, nie możemy korzystać z jej uroków. Szybki prysznic i do wyra. Powygrzewam się w domu... oh jak ja za nim tęsknie.

P1020299.JPG

5. Nuda. Mimo, że wiadomo w mieście dużo rozrywki, ja nie potrafię się tu odnaleźć. Zakupów nie lubię, wiem jestem dziwną kobietą, ale nie lubię. Kino od czasu do czasu fajnie. Ale ja jednak wolę w internecie obejrzeć to na co mam ochotę, a nie jak prezydenta wybierać film najlepszy z tych złych.  Jestem raczej introwertykiem i osobą nieśmiałą i jakieś sporty, tańce to raczej nie dla mnie. Zostaje się tylko schlać po studencku.

6. Denerwuje też mnie to, że gdy od czasu do czasu najdzie mnie wena, nie mam nic pod ręką. Wszystko potrzebne w domu, a ja cierpię z natchnieniem. I tylko zostaje coś nabazgrać ołówkiem.

Zdjęcie0125.jpg

7. Brak MOICH rzeczy i zwierząt. Nie ma mojego łóżka, ( choć to też jest dosyć wygodne), szafek, lustra... i co najważniejsze nie ma mojej ubikacji. Na pewno każdy wie, jak to jest, kiedy się wraca z wyjazdu i siada wygodnie na swoim, że tak to napiszę swojsko kiblu.

Nie ma moich koni, psów, kotów... na szczęście jest ze mną Tuko ( fretka przypominam), bo juź całkiem deprecha by była.

P1020306.JPG

Mimo, że to nie rzecz ani też zwierzę tęsknota jeszcze mocniejsza. Tęsknię za mamą ( głównie), tatą, babcią... nawet za młodszym bratem. I choć na początku mojego pobytu w Olsztynie nie było tak 

I może to tylko głupie narzekanie, może jestem całkiem zwieśniaczała, ale wiem, że w mieście nie chcę mieszkać i swoją przyszłość wiążę ze wsią.